- Hej Ty, wyglądasz na dobrego Wilka morskiego, co z niejednej beczki śledzie jadł.
- A co? Pewnie żem jadł, jeno teraz to nie wilki morskie, a krowy pływają, same rybaki i inne ślimaki. Prochu nie znają, abordażu nie przeżyli.
- A nie zaciągnęlibyście się na okręt do flotylli korsarzy? Na wybrzeżu pomiędzy Cove a Vesper znajdziecie punkt rekrutacji. Łatwo tam trafić bo i blisko ziem piratów i portalu do archipelagu...
- Dajcie grogu, jak wytrzeźwieję, to polezę zobaczyć. Pewnikiem będzie wesoło, pod samym nosem Cove rekrutować. Do stu tysięcy fląder, dyć mają fantazję!
Obudziły ją promienie słońca łaskoczące po policzku ciepłym dotykiem. Zamruczała i powoli otwierając oczy, uświadomiła sobie, że jest tu sama. Na chwilę udało się jej zapomnieć... On przecież już nie pozwoli jej wrócić, ani ona nie wróci do niego...
OdpowiedzUsuńOdziała się w tą samą suknię co ostatnio i zeszła na sniadanie.
W karczmie było gwarnie. To dziwne, gdyż zwykle ludzie zbierali się tu wieczorami, by opwiadać o zdarzeniach z okolicy lub słuchać opowieści o wielkich wyczynach sławnych łowców.
- Ciepłe mleko i dwie bułki.- zwróciła się do karczmarza rozgladając się po sali. Gwarno tu od samego rana, coś się stało?
- Ano podobno... - pochylił się nad barem i ruchem dłoni nakazał jej również się zbliżyć, co uczyniła- podobno ten pirat... Barbarubra nie żyje.- powiedział szeptem.
- Na prawdę? - kobieta ożywiła się, nieco uśmiechnęła a na twarzy pojawił się wyraz ulgi.
- Tak- karczmarz pokiwał pewnie głową po czym znów skinął na nią by się zbliżyła- Ale to nie wszystko...
- Nie? - spytała ze zdziwieniem.
- No właśnie nie...- dodał tajemniczo karczmarz- Powiadają, że jego świta żyje i ma się dobrze. W okolicach Cove werbują chętnych na statek. Ta ruda, Kaira, wszystko miała zorganizować. Swoją drogą Panienko, jesteś do niej bardzo podobna.
- To pewnie przez te włosy- powiedziała wesoło i cichutko, mrugając ukradkiem do karmarza i bawiąc się niesfornie odstającym kosmykiem.
Karczmarz uśmiechnął się szeroko, a wąsy rozjechały mu się niczym harmonijka.
Większość dnia spędziła w wynajętym pokoju. Nie był zbyt luksusowy, ale zawsze lepsze to niż wrócić do rodzinnego miasta i nasłuchać się nieprzyjemnych komentarzy. Tutaj miała upragniony święty spokój. Przez okno obserwowała mężczyzn przesiadujących przed budynkiem karczmy, grających w karty albo kości, siłujących się, czyszczących broń, buty lub dłubiących w nosie. W żadnym wypadku nie wyglądali na intelektualistów.
OdpowiedzUsuńGwarna atmosfera utrzymywała się przez cały dzień. Wszyscy żyli plotką, że niebawem zawita tu Kaira...