niedziela, 11 września 2011

W karczmie pod pijanym bosmanem - czyli zaciąg korsarzy

- Hej Ty, wyglądasz na dobrego Wilka morskiego, co z niejednej beczki śledzie jadł.
- A co? Pewnie żem jadł, jeno teraz to nie wilki morskie, a krowy pływają, same rybaki i inne ślimaki. Prochu nie znają, abordażu nie przeżyli.
- A nie zaciągnęlibyście się na okręt do flotylli korsarzy? Na wybrzeżu pomiędzy Cove a Vesper znajdziecie punkt rekrutacji. Łatwo tam trafić bo i blisko ziem piratów i portalu do archipelagu...
- Dajcie grogu, jak wytrzeźwieję, to polezę zobaczyć. Pewnikiem będzie wesoło, pod samym nosem Cove rekrutować. Do stu tysięcy fląder, dyć mają fantazję!

2 komentarze:

  1. Obudziły ją promienie słońca łaskoczące po policzku ciepłym dotykiem. Zamruczała i powoli otwierając oczy, uświadomiła sobie, że jest tu sama. Na chwilę udało się jej zapomnieć... On przecież już nie pozwoli jej wrócić, ani ona nie wróci do niego...
    Odziała się w tą samą suknię co ostatnio i zeszła na sniadanie.
    W karczmie było gwarnie. To dziwne, gdyż zwykle ludzie zbierali się tu wieczorami, by opwiadać o zdarzeniach z okolicy lub słuchać opowieści o wielkich wyczynach sławnych łowców.
    - Ciepłe mleko i dwie bułki.- zwróciła się do karczmarza rozgladając się po sali. Gwarno tu od samego rana, coś się stało?
    - Ano podobno... - pochylił się nad barem i ruchem dłoni nakazał jej również się zbliżyć, co uczyniła- podobno ten pirat... Barbarubra nie żyje.- powiedział szeptem.
    - Na prawdę? - kobieta ożywiła się, nieco uśmiechnęła a na twarzy pojawił się wyraz ulgi.
    - Tak- karczmarz pokiwał pewnie głową po czym znów skinął na nią by się zbliżyła- Ale to nie wszystko...
    - Nie? - spytała ze zdziwieniem.
    - No właśnie nie...- dodał tajemniczo karczmarz- Powiadają, że jego świta żyje i ma się dobrze. W okolicach Cove werbują chętnych na statek. Ta ruda, Kaira, wszystko miała zorganizować. Swoją drogą Panienko, jesteś do niej bardzo podobna.
    - To pewnie przez te włosy- powiedziała wesoło i cichutko, mrugając ukradkiem do karmarza i bawiąc się niesfornie odstającym kosmykiem.
    Karczmarz uśmiechnął się szeroko, a wąsy rozjechały mu się niczym harmonijka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Większość dnia spędziła w wynajętym pokoju. Nie był zbyt luksusowy, ale zawsze lepsze to niż wrócić do rodzinnego miasta i nasłuchać się nieprzyjemnych komentarzy. Tutaj miała upragniony święty spokój. Przez okno obserwowała mężczyzn przesiadujących przed budynkiem karczmy, grających w karty albo kości, siłujących się, czyszczących broń, buty lub dłubiących w nosie. W żadnym wypadku nie wyglądali na intelektualistów.
    Gwarna atmosfera utrzymywała się przez cały dzień. Wszyscy żyli plotką, że niebawem zawita tu Kaira...

    OdpowiedzUsuń