Z dziennika pokładowego kapitana Barbarubry.
Wypuściwszy załogę po ostrzelaniu Cova, na chędożenie po zamtuzach i beczkę grogu, popłynąłem jeno ze sternikiem i kilkoma majtkami na Ziemie Piratów po uzupełnienie zapasów i kul armatnich.
Minąwszy przylądek śmierci, zobaczyliśmy samotną łódkę ciągnącą sieci. Jako, że naszła nas ochota na ryby, podpłynęliśmy do ryba i zażądaliśmy oddania kilkudziesięciu ładnych sztuk. Rybak nie był chętny do współpracy. Jako, że kul armatnich mieliśmy tylko dziesięć, a ochoty do mordowania głupca nie mieliśmy, podnieśliśmy kotwicę i nagle sypnęły się na nas pioruny. Z południową bryzą sunął na nas okręt z magiem na pokładzie. Cudem udało nam się przeżyć i próbowaliśmy uciec. Okręt nasz na szczęście szybko nabrał prędkości i próbowaliśmy odskoczyć od okrętu. Wściekłość mnie targnęła. Bez słowa nas zaatakowawszy, chciał magią nas ubić.
Kapitan ścigającego nas okrętu widać chciał odpuścić ściąganie nas, i nakazał obrócić okręt. Wówczas to i my zawróciliśmy o oddaliśmy strzał armatni. Trafiliśmy. Okręt maga zaczął uchodzić oddaliśmy następną salwę uprzednio zwiększywszy zasięg dział. I jeszcze raz. Tym razem już strzelaliśmy we mgłę, gdyż okręt w nią wpłynął. Popłynęliśmy w pościg. Nasz otrzał odniósł skutek, bo szybko dogoniliśmy szkuner. Mag rozkazał zatrzymac okręt, pragnąc nas magią wykończyć. Prawie mu się to udało. Myśmy zaczęli strzelać na oślep odpłynąwszy poza zasięg magii. Kiedy już jeno dwie kule nam zostały - podpłynęliśmy zobaczyc co się dzieje. Szkuner dryfował, a mag rzucał przekleństwami do nas. Załadowałem działo i tuż po ucieczce maga, zatopiłem ostatnimi kulami okręt.
Statku rybackiego także nie było, a my nie mając już możliwości walki, popłynęliśmy do portu na Ziemiach Piratów, aby samemu nie stać się ofiarą. Nasi bracia z gildii szczurów już poszukują owego rybaka. Z chęcią nawiedzimy jego port, to się nauczy psia jego mać, gołębi nie wysyłać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz